Autonomia dziecka

Niedawno spotkałam się z grupą rodziców zainteresowanych rozwojem swoich rodzicielskich kompetencji. Okazało się, ze jednym z problemów jest umiejętne balansowanie pomiędzy stawianiem dziecku granic a uznawanie jego autonomii. Poniżej przedstawiam fragment szkolenia.

Ćwiczenie: koszyk, małe karteczki, długopisy
Pomyślcie proszę o jakiejś mało ważnej sprawie lub rzeczy, bez której możecie się obejść. Napiszcie ją na karteczkach. Złóżcie karteczki i wrzućcie do mojego koszyka.
A teraz pomyślcie o bardzo ważnej dla Was rzeczy, osobie, sprawie. Czymś co możecie określić jako skarb.

Napiszcie ją na karteczkach. Złóżcie karteczki i też wrzućcie do mojego koszyka.
Komentarz: To oczywiste, że coś mało istotnego bez problemu oddajecie. Ale jak to możliwe, że rzecz dla Was bardzo ważną, skarb oddajecie obcej osobie?

Ten skarb to wasza autonomia. Ten skarb to coś co świadczy o Waszej indywidualności.
To samo jest z dziećmi, młodzieżą. A przecież bardzo często tępimy przejawy indywidualizmu czy autonomii. Przywłaszczamy sobie prawo do wiedzenia lepiej i więcej.
Wspieranie autonomii to nie bezmyślne godzenie się na wszystko, bo to byłaby anarchia czy też poddaństwo. Mądry król słucha swych poddanych, stara się zrozumieć ich potrzeby i tam gdzie może zaspakaja je. Nie ocenia że to głupie. Pyta się a po co Ci to jest potrzebne? A co za tym stoi? Rozmawia i stara się rozumieć, poznawać.
Są rzeczy, o których możesz decydować
Są rzeczy które podlegają dyskusji, kompromisom
Ale są też taki rzeczy, o których decyduje rodzic.

Autonomia sprzyja budowaniu bliskości, prawdziwej bliskości. Nadmierne kontrolowanie lub jego przeciwieństwo – brak kontroli, brak zainteresowania uniemożliwiają prawdziwą bliskość.
Są znakomitą używką do powstawania zaburzeń. Takie postawy informują dziecko że: rodzic kocha bardziej siebie niż jego lub że wcale nie kocha. My wiemy, że to duże uproszczenie, że powody naszych postaw to głęboko zakorzenione przekazy rodzinne. Ale dzieci widzą to co na powierzchni.
Prawdziwa bliskość może być nawet siedzeniem i milczeniem.
Opowieść o ojcu i synu. Syn przechodził okres buntu, miał problemy w szkole, być może narkotyki. Zamykał się w pokoju, nie chciał rozmawiać. Ojciec prosił o rozmowę, może nawet i groził. A potem po prostu spytał się , czy może posiedzieć w pokoju przy synu. Syn nie odezwał się, ale ojciec uznał to za zgodę( bo chciał tak to zinterpretować).I siedział tak przy synu wiele dni, może nawet tygodni. Czasem próbował nawiązać rozmowę, ale syn uparcie milczał. Więc ojciec po prostu siedział w jego pokoju. Aż pewnego dnia syn się odezwał. I zaczęli rozmawiać.

Dlaczego autonomia dziecka jest trudna dla rodzica?
Bo przypomina nam , że dziecko nie jest naszą własnością. Że już nie jesteśmy dla dziecka całym światem. Że są inne prawdy objawione. Że nasze normy i zasady mogą zostać podważone i gruntownie przebadana będzie ich zasadność. To konfrontacja z własnym narcyzmem to niezwykła lekcja pokory dla rodzica. Nie oznacza to, że należy odrzucać własne przekonania zasady. Ale pozwólmy dziecku badać, sprawdzać. Tylko w ten sposób może wybrać własną drogę.

Bunt adolescenta. Czy jest konieczny by uformowała się dojrzałą tożsamość?
Jeśli przez dotychczasowe życie dziecko mogło pytać, sprawdzać, podważać autorytety bez groźby gniewu czy odrzucenia z ich strony to nie musi się jaskrawo buntować w okresie dojrzewania.

Przejawy buntu są rożne. Na zewnątrz(alkohol, grupy rówieśnicze,wagary…)ale mogą też być ww. Jeśli dziecko nie może eksperymentować ze swoja decyzyjnością i sprawczością to odnajduje przestrzeń, którą może skontrolować(np anoreksja – dziewczyna w każdym calu dostosowana spełniająca oczekiwania otoczenia, ale w tym jednym to ona sprawdza swoją kontrolę, sprawczość. Mam tyle siły że nie będę jadła, jestem ponad to.).

Zadzwoń aby umówić się na spotkanie:
Codziennie od Pn do Pt w godz. od 9.00-18.00