Spotkanie …

Ktoś całkiem niedawno spytał mnie, czy z przemocy można wyjść, czy można jeszcze ułożyć sobie życie. Pomyślałam wtedy o Pani Iwonie. Ona też zadała mi to pytanie. To było 3 lata temu, gdy po raz pierwszy zjawiła się u mnie. Pamiętam, że stała w gabinecie blada, wystraszona, niepewna. Na jej twarzy widać było nieprzespane noce.

Mówiła o tym, że nie wie, czy powinna odchodzić od męża i pytała, czy możliwe jest, że jeszcze będzie normalnie w jej życiu, bez krzyków, niepewności, wystraszonych oczu dzieci…
Rozmawiałyśmy wtedy o sytuacji rodzinnej. Mąż, alkoholik, codziennie wszczynał awantury, krzyczał, rzucał przedmiotami. Dwójka małych dzieci była coraz bardziej wystraszona i smutna. Starsza córka zaczęła moczyć się w nocy. Mieszkali wspólnie z teściami w ich domu. Teściowie „nie chcieli się wtrącać w nie swoje sprawy”.
Pamiętam, że Pani Iwona mówiła bardzo zdawkowo o tym, ze mąż ją bije. Tak, jakby nie chciała o tym pamiętać.
Tak było 3 lata temu. Dziś Pani Iwona przychodzi na spotkanie. Wygląda inaczej. Wchodzi z podniesioną głową, wyprostowanymi plecami. Uśmiecha się na powitanie. Wspominamy nasze pierwsze spotkanie.
Pani Iwona: Teraz już wiem, że można z tego wyjść. Nie wiem, jak to zrobiłam, ale teraz jestem w zupełnie innym miejscu.
Terapeuta: Co to za miejsce?
Pani Iwona: To mój dom, o którym zawsze marzyłam. Jest w nim spokój i bezpieczeństwo. Tu nic złego mnie nie spotka.
Terapeuta: Co Pani pomogło wtedy podjąć decyzje o odejściu od męża? Co pomagało wytrwać w tym postanowieniu?
Pani Iwona: Był taki moment, ze zobaczyłam siebie jak na filmie i to był koszmar. To było wtedy, gdy Pani spytała, jak będzie wyglądać moje życie za 5, 10 lat. Zobaczyłam czerń, smutek. Widziałam siebie, wyglądałam jak cień, byłam tylko jego cieniem, dopasowującym się do jego nastroju, zachowania. Zobaczyłam dzieci chowające się po kątach. To było straszne wyobrażenie. I wtedy uświadomiłam sobie, że jeśli z nim zostanę, to zmarnuję swoje życie i unieszczęśliwię dzieci.
Było mi wtedy bardzo smutno, ale poczułam ulgę.
Ulgę, że już nie muszę z nim być, nie muszę się oszukiwać, że jeszcze będzie dobrze, że się zmieni, że mamy rodzinę, dom. Zawsze bardzo chciałam mieć swój prawdziwy dom, rodzinę, ognisko domowe, wie Pani. I pomyślałam, że tego nie mam i nie będę miała, jeśli czegoś nie zmienię.
Terapeuta: I zrobiła to Pani. Jak Pani tego dokonała? Co było pomocne? Kto Panią wspierał?
Pani Iwona: Poprosiłam o pomoc tych, na których mogłam polegać – przyjaciół, rodzinę. Zgłosiłam się do instytucji. Zamieszkałam z dziewczynkami w hostelu. Tu poznałam kobiety w podobnej sytuacji, dawałyśmy sobie sporo wsparcia. Bardzo mi pomogły spotkania z Panią. Wiele zrozumiałam, dowiedziałam się o sobie rzeczy, o których nie miałam pojęcia.
Terapeuta: Jakich?
Pani Iwona: Że jestem bardzo silna. Że potrafię wywalczyć dla siebie i dzieci to, co najlepsze. Że zasługuję na szacunek. I że potrafię się śmiać.
Terapeuta : Jak jest teraz?
Pani Iwona: Teraz moje marzenie spełnia się. Mam pracę, w której mnie doceniają. Kilka miesięcy temu przeprowadziłam się z córkami do mieszkania komunalnego. Mam swój wymarzony dom, w którym czujemy się bezpieczne. Jestem już po rozwodzie. Były mąż nie kontaktuje się z dziećmi. One też o to nie zabiegają. Może lepiej by było, gdyby mieli jakieś kontakty, ale nic na siłę. Dla mnie najważniejsze jest, że dziewczynki i ja jesteśmy bezpieczne, że możemy spokojnie żyć.
Terapeuta: Co teraz, z dzisiejszej perspektywy może powiedzieć Pani Iwonie sprzed 3 lat?
Pani Iwona: Powiem, mówię sobie: Kochana. Właśnie tego dokonałaś. Masz prawdziwy dom. Twoje dzieci są razem z Tobą. Żyjesz. Uśmiechasz się. Jesteś szczęśliwa. Jesteś wolna…

Zadzwoń aby umówić się na spotkanie:
Codziennie od Pn do Pt w godz. od 9.00-18.00