Syndrom wyuczonej bezradności

U osób doświadczających przemocy dochodzi do wykształcenia się postawy rezygnacji i bierności. Są przekonane, że cokolwiek zrobią i tak nie przyniesie to efektu. Ze sprawcą wiąże je silna więź, osoba terroryzowana często staje w obronie swojego dręczyciela, próbuje zyskać życzliwość mężczyzny i zachowywać się jak jego sprzymierzenie (jest to tzw. syndrom sztokholmski).

Sprawca przez lata fundował ofierze „pranie mózgu”, w wyniku czego jej obraz świata i siebie samej jest mocno zdeformowany. Kobiety nie odchodzą, bo wierzą we wszechmoc sprawcy, bo odczuwają wstyd i upokorzenie, czują się gorsze i winne. Czasem nie odchodzą, bo wierzą, że w każdym związku jest przemoc. Są zależne finansowo, mają błędne przekonania np. że przemoc to sprawa rodzinna, że nie można liczyć na pomoc z zewnątrz. Nie odchodzą, bo nie wierzą, że to jest możliwe.

Ofiara przemocy postrzega siebie jako absolutnie bezradną i bezsilną. Taki obraz powstaje często w wyniku następujących doświadczeń: na początku pojawiania się aktów przemocy kobiety podejmują różne działania mające wpłynąć na zmianę sytuacji, proszą, grożą…. Gdy obserwują, ze takie działania są nieskuteczne – zaprzestają działania, i rodzi się w nich bezradność. Oczywiście, nie dzieje się tak w każdym przypadku. Są takie kobiety, które wtedy odchodzą. To, jaką postawę przybierają zależy w dużej mierze od dziecięcych doświadczeń.

Zadzwoń aby umówić się na spotkanie:
Codziennie od Pn do Pt w godz. od 9.00-18.00